Aktualnie jest 29 gość(ci) i 0 użytkownik(ów) online.
Jesteś anonimowym użytkownikiem. Możesz się zarejestrować za darmo klikając tutaj
|
|
 |
 |
Historia: TOUR DE FRANCE 2010 CZ.13: Jak zabiliśmy bohatera Tour
Wysłano dnia 25-07-2010 przez mirek |
|
Belg Julien Vervaecke był jednym z bohaterów wyścigu na przełomie lat 20. i 30.Jego ojciec był zwykłym robotnikiem rolnym. Zmarł przygnieciony wozem, który wywrócił zaprzężony w niego spłoszony koń. Matka tez zmarła przedwcześnie . Rodziną Vervaecke zajęła się ich najstarsza córka Sophie. Miała pod opieką czworo braci. Z tej czwórki troje zostało kolarzami: najstarszy Julien, młodszy Alidor oraz junior Felicien.
Alidor był postrachem peletonu. Wygrał jako amator 106 wyścigów. Raz udało mu się jednego dnia wygrać aż 3 wyścigi. Było to możliwe, bo wtedy w Belgii każda wiocha miała swój wyścig. Wojna przerwała mu karierę i potem Alidor zajął się sprzedażą legumin i lodów. Jego dwaj bracia stali się najlepszymi kolarzami świata. Nie mieli wyjścia, bo początkowo byli tak biedni, że jeżdżąc, zarabiali na przysłowiową zupę kartoflaną. Mieli zatem dobrą motywację.
Julien nie był ani dobrym góralem, ani dobrym sprinterem. Był niski wzrostem. Mierzył 168 cm wzrostu i ważył 67 kg. By wygrywać musiał szukać okazji w samotnych ucieczkach. Oficjalnie debiutował w wyścigach mając już 23 lata. Wkrótce uzyskał licencję we francuskim klubie, ponieważ rodzina Vervaecke mieszkała kilkanaście kilometrów od granicy francuskiej w pobliżu Roubaix. Jako kolarz niezależny wygrał kilka znaczących w regionie wyścigów. Pod koniec 1926 roku został zatrudniony w „Peugeot”. Po sześciu miesiącach, tuz przed Tour de Fance postanowił zmienić pracodawcę. W 1928 roku Tour rozegrany był właściwie jako wielki wyścig drużynowy. Dyrektor „Alcyon” potrzebował do zespołu kogoś, kto potrafi przez kilometry utrzymywać wysokie tempo jazdy. Zatrudnił Juliena do fili ”Alcyonu” Armor Dunlop. Nie pomylił się. Julien godzinami ciągnął swoich kolegów jak roboczy muł. Wygrał nawet jeden z górskich etapów z Nicei do Briancon z przewagą 4 minut nad swoim kolegą z zespołu i liderem wyścigu Frantzem. Do Paryża dojechał jako trzeci kolarz wyścigu. W jego rodzinnym Menin witali go po wyścigu wszyscy mieszkańcy. Nieźle jak na debiutanta. Takie same miejsce zająłby pewnie rok później, gdyby nie zatrzymał go pęknięty łańcuch na col Bayard. Ostatecznie był piąty.
W 1928 roku wygrał jednoetapowy maraton Circuit de Belgique, wyprzedzając swojego rodaka Delannoy o 16,35 min. W 1930 roku podczas Paris–Roubaix uciekał razem z Francuzem Jean Marechal. Ten nie mogąc sobie dać rady z Belgiem, wrzucił go na 3 km przed metą do rowu. Został zdyskwalifikowany i zwycięstwo przyznano Belgowi. W 1934 roku zajął w tym wyścigu drugie miejsce. W 1932 roku wygrał po 180 km samotnej ucieczce Paris-Bruxelles. W 1936 roku zakończył karierę, którą teraz z powodzeniem kontynuował jego młodszy brat Felicien. Jean zainwestował swoje oszczędności w otwarcie kawiarni „Sportpaleis” w centrum Menien, na głównej ulicy.
Dziesiątego maja 1940 roku Niemcy rozpoczęli swój „Blitzkrieg” Bardzo szybko zajęli Danię, Norwegię i uderzyli na kraje Beneluxu. Naprzeciw stanęły im połączone siły aliantów. 24 maja artyleria niemiecka zbombardowała Menin. Jedna z bomb uderzyła naprzeciw kawiarni Vervaecke, zabijając około 15 ludzi. Julien długo się nie namyślał. Zabrał swoją żonę, dwie córki i zaprowadził 100 m dalej do umocnionej piwnicy. Tam schronienie znalazło około 300 mieszkańców Menin. Kiedy się trochę uspokoiło Julien wyszedł na zwiad. Zdążył jeszcze powiedzieć żonie:
- Wynieśli nasze meble na szosę.
Rodzina Juliena przesiedziała jeszcze kilka dni w piwnicy, zanim opuściła ją i zaczęła jego poszukiwania. W miasteczku stacjonował regiment angielski z Middlesex. Przed kawiarnią wzniesiono w poprzek drogi barykadę zbudowaną ze wszystkiego, co się dało. Oddziały Wermachtu były niecałe 12 km dalej. Sytuacja była napięta. W angielskim oddziale podobno przeważnie służyli Polacy. Panowała psychoza piątej niemieckiej kolumny. Alianci zachowywali się zdecydowanie ale i bez litości dla miejscowej ludności. Żeby lepiej obserwować przedpole walki puścili z dymem kilka domostw miasteczka. Belgowie zaczęli się organizować, by dać odpór podpalaczom. Mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Julien. Zobaczył na barykadzie meble ze swojej kawiarni. Dorobek swojego życia. Nie mógł na to patrzeć bezradnie. Zaczął z barykady wyciągać swoje sprzęty. Dla wojska wyglądało to co najmniej podejrzanie. Aresztowano go natychmiast pod zarzutem szpiegostwa. Nikt go nie mógł zrozumieć, bo mówił tylko po flamandzku. Ktoś go widział, jak strzeżony przez polskich żołnierzy, płakał i powtarzał głośno:
- Dlaczego mnie aresztowali? Nic nie zrobiłem. Mam żonę i córki. Co one poczną?
To był ostatni jego ślad za życia. 28 maja miasteczko zajęli Niemcy. Niedługo potem dwu niemieckich oficerów zawitało do pobliskiego pałacu państwa Torris w Roncq. W ogrodzie odnaleziono świeży grób. Dokonano ekshumacji zwłok. Nie znaleziono przy nich żadnych dokumentów. Dziesięć dni później dokonano powtórnej ekshumacji w obecności żony Juliena. Po ubraniu i plombach na zębach rozpoznała ona swojego małżonka. W kieszeni spodni miał fakturę za zakup piwa do swojej kawiarni z 24 maja. Jakaś kobieta ujawniła, że widziała Anglików /Polaków ?/ jak pod wieczór prowadzili jakiegoś mężczyznę, który głośno protestował, że nie jest szpiegiem. Prowadzono go do ogrodu pałacu. Potem rozległy się trzy starzały.
Prawdopodobnie Vervaecke został rozstrzelany bez żadnego wyroku sądu wojennego. Takie fakty zdarzały się wtedy. Niemiecka propaganda natychmiast nagłośniła fakt zabicia kolarskiego mistrza. Podczas drugiej ekshumacji oddział niemiecki oddał mu honory. Czyżby zatem Julien by szpiegiem? Zaprzeczała temu stanowczo wdowa po Julienie. Mówiła, że mąż nigdy nie interesował się polityką. Bardzo prawdopodobne jest to, że Niemcy chcieli wykorzystać niepotrzebną śmierć kolarza do podniesienia nastrojów antybrytyjskich wśród miejscowej ludności. Wojna toczyła się dalej. Angielsko-polskie oddziały zostały rozbite i w części ewakuowane z Dunkierki. Nikt ze strony armii aliantów nie potwierdził tragicznych wydarzeń w Menin. Julien po prostu w niewłaściwej chwili znalazł się w niewłaściwym miejscu. Po co wyciągał z barykady swoje meble? Dlaczego żołnierze nie byli bardziej roztropni w swoich decyzjach? Dlaczego nie ekspediowali rzekomego szpiega do dowództwa? Doprawdy, każda wojna jest głupia w swojej okrutności.
Piotr Ejsmont
|
| |
|
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć. Jako zarejestrowany użytkownik będziesz miał kilka przywilejów.
|
Wynik głosowania: 0 Głosów: 0
|
|
| "Login" | Logowanie/Założenie konta | 0 komentarze |
|
| | Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść. |
|
|
|
Komentowanie niedozwolone dla anonimowego użytkownika, proszę się zarejestrować |
|
best PrimaSoft Invoice Organizer Pro 2.0 discount best best PrimaSoft Member Organizer Pro 2.0 discount oem best PrimaSoft Movie Library Organizer Pro 2.0 discount |